Z KRONIKI OBOZÓW - 2009
W dniach 20.06 - 26.06 r. oraz 27.06 - 03.07.2009r. Zakład Turystyki organizował programowe obozy wędrowne na kierunku: turystyka i rekreacja, wychowanie fizyczne.
Zachęcamy wszystkich uczestników do podzielenia się wrażeniami z tych wypraw.
Na początek - kilka informacji z kajakowego obozu wędrownego realizowanego przez dr Marcina Bochenka i dr Grzegorza Godlewskiego.
Tym razem studenci Turystyki i Rekreacji ZWWF mieli okazję "wytyczyć" nowe szlaki - rzekami: Wel i Drwęca. I działo się, oj... działo się...
Nasze wrażenia:
Wraz ze zbliżającym się terminem wyjazdu miałam coraz mniejszą ochotę na wędrówki kajakiem... A wszystko to przez pogodę, która nie była korzystna:/ Na szczęście, gdy już dotarliśmy do miejsca okazało się że wcale nie jest tak źle;). Z każdą godziną robiło się fajniej. Przywróciła mi się nadzieja na SUPER OBÓZ. Tego dnia miałam okazję po raz pierwszy pływać kajakiem(na szczęście nie sama). Spodobało mi się:) Ognisko, gitara zrobiły swoje. Zaczęłam czuć prawdziwy obóz. Ciężko było przyzwyczaić się do noclegu w namiocie,ale cóż- trzeba było ;) Najlepiej wspominam Wel i te wszystkie przewrócone drzewa przez które trzeba było przeciągać kajaki, deszcz, który dał się we znaki,poranne zaprawy, śniadania, przedzieranie się przez krzaki, wywrotki, mokre ubrania suszone przy ognisku, gry i zabawy no i przede wszystkim naszych opiekunów ;) - to wszystko złożyło się na klimat obozu :) Kable popuchli, pioruny postrzelali... I o to chodzi!! :D Musi być zmęczenie, chwile zwątpienia, aby było co wspominać. Tego właśnie oczekiwałam wybierając obóz kajakowy. Oj chciałabym powtórzyć taką przygodę za rok :) Może się uda...;) BYŁO SUUUPER!!!
Edyta
Pojechałam na obóz kajakowy z myślą, że to będzie lipa a nie obóz. Jednak już pierwszego dnia okazało się, że z doktorami M. Bochenkiem i G. Godlewskim da się pogadać, powygłupiać i pośmiać. Po bardzo krótkim czasie spędzonym w spólnym gronie, szybko się zapominało o ich istnieniu - zero skrępowania ;P hehe karcenie za niecenzuralne słownictwo było... ale to mały pikuś ;P a jaki Pan Bochenek ma talent wokalny - oh, my Good ;P a Pan Godlewski teksty hehe brecha na maxa ;) Wszystkim, którzy będą się zastanawiali jaki obóz wybrać, naprawdę polecam kajaki. Nauczycie się nie tylko wiosłowania i pokonywania przeszkód w postaci drzew ale i radości z prostych rzeczy takich jak na przykład błogi sen czy sucha pupa ;P hehe podsumowując: dla mnie BOMBA!! Obóz kajakowy dowodzi, że naukę można znaleźć w zabawie... i to naprawdę dobrej zabawie :) Trochę nasłodziłam więc teraz dla równowagi powiem jeszcze, że oceny mogą być zaskakujące ;P wcale nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Ps: strzeżcie się zdechłego świnia :PP
Magda
KOSZMAR !!!! TRAGEDIA!!!! OKRUTNIE !!! że skończył się już ten obóz. SPŁYW kajakowy ??? Nie... To był SPŁYW kajakowo-survivalowy :) Moje wrażenia po tym obozie?? FANTASTICO!!! :)
1 DZIEŃ- lekkie sprawdzenie swoich sił w kajaku (pod prąd) He CAŁA MOKRA 2 DZIEŃ- 7:00 wstać, zaprawa - MASAKRA :),śniadanko i do kajaczka :) pierwsze 2h BOSKO kolejne "nie czuje rąk" 3 DZIEŃ ZDECHŁY ŚWIŃ ( dla wtajemniczonych ) 4 DZIEŃ- o nie znów kanapki z pasztetem i ogórkiem 5 DZIEŃ- ostatni dzień w kajaku buuu :( ale za to mogę się juz nazwać starym kajakarzem :D ostatnie ognicho, ostatnia kiełbaska i ostatnia "dżungla ,dżungla pustynia" :) 6 DZIEŃ- BYA BYA
Ps. KTO POJEDZIE TEN ZROZUMIE. Pozdrowienia dla dr M.Bochenka i dr G.Godlewskiego bez nich nie byłoby obozu! JEST RYZYKO JEST ZABAWA :)
Ola
Opisać się tego w kilku słowach nie da ale spróbuję:
Dzień I: Nocleg w dzikich chaszczach i taka sama przeprawa następnego dnia rzeką Wel. Myśli w głowach "czy na pewno nie pomyliłam obozu? to nie survival?" Dzień II: Nocleg w dziczy. Przeprawa dnia następnego nie lepsza niż poprzedniego. Przygoda typu "zdechły świń" !! A my piliśmy wodę z tej rzeki. Masakra! Dzień III: Pogoda tragedia. Dziewczyny wymiękają. Myśli o rezygnacji. Dzień IV: Jest dobrze.Odpoczynek od kajaków. Opalanie na warcie.Dzień V: Pogoda - ujdzie. Nocleg na polu namiotowym. Przeprawa dosyć spokojna. Dzień VI: Cudownie w kajaku opalać się :D:D Dotarcie do Bachotka. Noclegi w 4 domkach na 32 osoby :D Ale i tak jest super :D Wesoło. Niby nic ciekawego. Ale żadna(-en) z nas nie wybrałby innego obozu, bo survival w kajaku przeżyć... :) I żadna rzeka nam nie straszna. A i jeszcze jedno... a te nasze Doktorki, które miały być takie straszne... ;) Super:) Pozdrowienia dla wszystkich survivalowco-kajakowców i naszych Doktorków;)
Paulinka
Obóz zaliczam do jak najbardziej udanych, początkowo ciężko ("jest ryzyko jest zabawa" ;) ale z każdym dniem coraz łatwiej i przyjemnie...dużo wspaniałych ludzi,wspomnień,dobrej zabawy!! Oby jak najwięcej tak zoorganizowanych obozów ! Ze sportowym pozdrowieniem :)
Paweł
Mimo wielkiego trudu warto było przeżyć coś takiego. Przeprawę przez Wel zapamiętam chyba do końca życia. Nie ma co się rozpisywać, trzeba to przeżyć.
Łukasz
Obóz okazał się niesamowitą przygodą, którą będę długo pamiętać. Warto wziąć w nim udział chociażby ze względu na fantastyczne przeżycia, poznanie fajnych ludzi, czy chociażby dla poczucia jak smakuje życie w zupełnie innym, niż spotykanym na co dzień klimacie. Nic tylko chwytać za wiosło!
Maciek
Wędrowny obóz kajakowy. Pierwszego dnia po spotkaniu w Lidzbarku wszyscy razem udaliśmy się na miejsce, w którym mieliśmy rozbić obozowisko i spędzić resztę dnia. Jadąc prawie pół godziny po polnych drogach mieliśmy przeczucie, że cywilizacja to chyba ostatnia rzecz, którą znajdziemy w miejscu docelowym. I myśli przerodziły się w rzeczywistość- nagle stanęliśmy. Każdy popatrzył na siebie wymownym wzrokiem w myślach mówiąc "a może to jakaś przeszkoda na drodze?". Jednak to nie była przeszkoda. Po chwili dowiedzieliśmy się, że właśnie tutaj dzisiejszego dnia rozbijamy obozowisko. Musieliśmy poradzić sobie z ponad 1 metrową trawą, która "zajmowała" nasze miejsce na obozowisko. Ktoś wpadł na bardzo oryginalny pomysł, aby ugniatać trawę taczając po niej "leśne metry". Dawało to niesamowite skutki. Około 30 minut walki i miejsce na obozowisko wyglądało jak pole namiotowe. Niedługo później przyjechały kajaki, wiosła i kamizelki asekuracyjne. Po rozstawieniu namiotów musieliśmy się udać po opał do lasu. Prowadzący w tym czasie pojechali zmierzyć się z tzw. "piekiełkiem"- odcinkiem rzeki Wel z licznymi przeszkodami i przyśpieszonym nurtem rzeki. Zanim spłynęli do nas czekały już na nich kiełbaski usmażone przez nas na grillach. Jednak nie obeszło się bez straszenia... Oczywiście prowadzący mieli wywrotkę i przypłynęli cali mokrzy. Pod wieczór mieliśmy odrobinę czasu by pod okiem prowadzących spróbować się na krótkim odcinku rzeki Wel. Nikt się na szczęście nie skąpał lecz zderzeń i wpłynięć w krzaki nie zabrakło:) Wieczorem zostaliśmy zapoznani z podstawami pływania kajakiem i podstawową terminologią. Później ustaliliśmy warty, które miały na celu pilnowanie sprzętu, pośpiewaliśmy przy ognisku do fantastycznej gry na gitarze dr Marcina Bochenka i poszliśmy spać. Następny dzień to multum nowych doznań i skrócony kurs nauki pływania kajakiem. Do tego zgubiliśmy się na jeziorze szukając przesmyku. Godzina czasu na środku jeziora pozwoliła niektórym podrzemać, a reszta walczyła dzielnie o kiełbasę, która była w luku bagażowym jednego z kajaków. Około godziny 19 znaleźliśmy miejsce na rozbicie obozowiska. I jak to już zawsze bywało nie ominęły nas takie obowiązki jak klar kajaków, zbieranie opału, ustawienie rusztu nad ogniskiem itd. Następny dzień to istny koszmar początkującego kajakarza. Cały dzień wiosłowania z paroma "przenoskami" w ulewie szybko dał o sobie znać. Połowa osad jak nie więcej, mówiąc ładnie "miała już dość". W tym dniu słowo "kajak" wzbudzało przerazę i niechęć. Ale zawsze po burzy wychodzi słońce. I tak właśnie się stało, a do tego dostaliśmy jeszcze dzień urlopu. Po turystyce przyszedł czas na rekreację, co znacznie lepiej wychodziło naszej młodzieży. Po urlopie przyszedł czas na wiosłowanie, choć te na rzece Drwęca wyglądało już zupełnie inaczej. Brak przeszkód, szybki nurt i szerokość rzeki zdecydowanie ułatwiały poruszanie się kajakami. I zapłynęliśmy do miejsca docelowego jakim było jezioro Bachotek. Tam zakwaterowanie w domkach i wystawianie ocen za obóz z całym jego podsumowaniem. Ostatni dzień rano to rozwiązanie obozu do którego fantastycznie pasowałby utwór "To jest już koniec- nie ma już nic, jesteśmy wolni- możemy iść..." ale z drugiej strony mamy coś czego nikt nam nie zabierze- wspomnienia. Moim zdaniem obozu nie da się wyrazić w słowach, tak po prostu go opisać- trzeba tam być i to przeżyć.
Andrzej
Nasza wędrówka kajakowa to była bardzo fajna sprawa. Było ryzyko, chwile grozy, ale była też świetna zabawa :) ) Ooo w serce ; Pozdrawiam
Ania
Jak już ktoś powiedział: "był pot, była krew i były łzy" :) ale nawet ci, których to spotkało będą miło wspominać te kilka dni. Najważniejsze, że wszyscy razem się dobrze bawiliśmy.
Agata
Jeżeli chodzi o moje zdanie na temat obozu to uważam, że był to survival. A jak wiadomo każdy survival uczy czegoś. A przeprawy przez rzeki Wel i Drwęca zapamiętam do końca życia.
Sylwia
Pomimo zmiennej pogody (czasem słońce, czasem deszcz) obóz można uznać za bardzo udany. Mimo kilku trudności udało nam się dotrzeć do zamierzonego celu. Rzeki: Wel i Drwęca wymagały od nas (studentów) dużo siły oraz wytrwałości w dążeniu do celu. Na koniec pozostał nam już tylko relaks czyli kąpiel w Jeziorze Bachotek. Codzienne ogniska oraz razem spędzony czas sprawiły, że ciężko było nam się rozstawać z osobami dopiero poznanymi. Niezapomniane pozostaną także chwile kiedy to musieliśmy rozkładać namioty mimo to, że trawa sięgała do pasa oraz warty przez całą noc przy kajakach aby ich nikt nie ukradł. Zawsze dopisywał wszystkim humor, było dużo śmiechu oraz zabawy. Mimo ogromnego zmęczenia każdy z nas będzie miło wspominał te kilka dni razem spędzonych. Jestem pewien, że większość z nas chciałaby powtórzyć tą niezapomnianą przygodę.
Michał
Zobacz film z wyprawy - Kajaki 2009
Z KRONIKI OBOZÓW - 2007
W dniach 28.04.- 04.05.2007 r. Zakład Turystyki organizował programowe obozy wędrowne na kierunku wychowanie fizyczne. W siedmio-dniowych wyprawach uczestniczyli studenci I roku studiów 3,0III roku studiów 4,5 letnich. letnich oraz
Obozy wędrowne stanowią integralną część procesu dydaktycznego i są niewątpliwą atrakcją. Pierwszy raz w tym roku odbywały się w jednakowych terminach. Z pierwszych informacji i sprawozdań wynika, że weekend majowy nie rozpieszczał naszych turystów, a pogoda dała się we znaki nawet najwytrwalszym. Minusowe temperatury były wyzwaniem głównie podczas obozów kajakowych, żeglarskich i survivalowych. Pod wiatr wędrowali rowerzyści. Nie ma jednak nic przyjemniejszego jak satysfakcja z przebytych kilometrów, kontakt z przyrodą i wrażenia, które pozostały po zwiedzonych miejscowościach i obiektach krajoznawczych, których na trasach nie brakowało.
Wędrowne obozy kajakowe
Wędrowne obozy kajakowe w weekend majowy były niezwykle waleczne. Pierwszy dzień dużo słońca niewielki wiaterek i trasa naszą ulubioną rzeką Krzną ze stolicy Południowego Podlasia. No drobnym tylko problemem było pakowanie sprzętu do niewielkiego przecież kajaka, ale po godzinie okazało się, że z niektórych rzeczy można zrezygnować, a pozostałe znakomicie zabezpieczone, mieszczą się w kokpicie bagażowo-osobowym. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie kilka jazów, przy których podczas przepraw niektórzy poczuli jaką mamy o tej porze temperaturę wody. Zdecydowanie byli i tacy, którzy zbadali to "dogłębnie". Jednym słowem "radość".... No właśnie, dotarliśmy do Kijowca tam też rozbiliśmy obozowisko, zaczęło się gotowanie i przyrządzanie posiłków. Wieczorem gitara i śpiew, a rano ponownie kilometry jak przystało na AWF nie ma co się ociągać, wprawa już była teraz należało popływać. Takiego też zdania był dr Bochenek, dr Godlewski i mgr Kędra - to im zawdzięczamy wszystkie "atrakcje" jakie nas spotkały, a było ich sporo. Tego dnia gdyby ktoś nam polecił wybrać ponownie kajakowy obóz wędrowny pewnie by został wrogiem nr 1. oj działo się... Wiaterek i zimno dało się we znaki, ale dzielnie wytrwaliśmy, mało tego nawet pokonaliśmy piękną i sporą trasę z Kijowca, przez Neple do Pratulina. Dr Bochenek skrzętnie zapisywał każdy kilometr i czas w jakim pokonywaliśmy poszczególne odcinki. Mgr Kędra zamykał stawkę i motywował do wytężonej pracy, a dr Godlewski pilnował szyków, tego też dnia zbadał temperaturę wody, jak przystało na doświadczonego kajakarza. No i tym sposobem przyszła ta zimna noc, nie byliśmy nastawieni na minusowe temperatury, a jednak - szron na namiotach. I dzisiaj już w refleksjach warto dodać - było super... i jaka ogromna satysfakcja, jest co wspominać. Te przyjemne kilometry, poniosły nas do kolejnego obozowiska w miejscowości Gnojno, wesoła atmosfera, ale i chwile zwątpienia, bo zimno i wiatr... to pamiętamy najbardziej. Jeszcze wcześniej przepiękna tęcza, która pojawiła się po ścianie deszczu. Odcinek trasy niezwykle ciekawy, cisza przerywana podmuchami i brak cywilizacji zarówno po stronie polskiej, jak i białoruskiej. Nigdy wcześniej nie sądziliśmy, że dolina rzeki Bug może być tak interesująca.
Pierwszego dnia odcinek był krótki (no na pewno spokojny), następnie progresja długi i dłuższy. Czwarty dzień miał być najkrótszy - to dzień odpoczynku Gnojno - Serpelice. I taki był ale wyłącznie w założeniu, nie nasza to wina. Wiało potwornie, jak to określaliśmy "w mordewind". I przyszło się zmierzyć z podmuchami i falą, ale co to dla nas czwarty dzień wędrówki trzy noce pod namiotami i te obiado-kolacje wspólne grilowanie i ognisko, to hartuje. Dotrwaliśmy do Serpelic, to prawdziwa wyprawa, która z perspektywy czasu przyniosła przyjemność. Serpelice i te atrakcje, dzień odpoczynku bez wody oczywiście. Turniej w siatkówkę plażową, zjazdy na linach i nocne gry i zabawy terenowe z grupą survivalową. Ten dzień zrekompensował nam te zimne noce. A dzisiaj już można śmiało stwierdzić, również że całkiem nieźle gotujemy i to w dodatku na ognisku. Ostatnie dni naszej wyprawy to odcinki krajoznawcze kajakiem do miejscowości Mielnik i rezerwatu Trojan. I tu również niezwykłe wydarzenia które pozostawiamy już wtajemniczonym.
Kajakowe obozy wędrowne /Kędra Godlewki Bochenek/ - jak je określono, zakończyły się, szkoda, mimo tej pogody było interesująco i walecznie. Gdybyśmy mieli wybrać - czy wybralibyśmy je ponownie? Zdecydowanie tak. Zainteresowanym polecamy krótki film.
Do zobaczenia na szlaku kajakowym Krzny i Bugu.




Wędrowny obóz survivalowy w obiektywie






Górskie obozy wędrowne w obiektywie





